Nasza misja w Afganistanie

Widzisz wersję archiwalną tematu "Nasza misja w Afganistanie" z forum polska.mil.pl/forum/


Strona 1 z 71, 2, 3, 4, 5, 6, 7

TomSon - Wto Wrz 26, 2006 8:47 pm

"Pierwsi polscy żołnierze pojadą do Afganistanu wcześniej niż planowano" - oświadczył rzecznik NATO James Appathurai. Polskie MON nie potwierdza tych doniesień.
Rzecznik NATO dodał, że polski rząd zgodził się, by oddziały te mogły operować w niespokojnych prowincjach na południu Afganistanu, gdzie siły NATO walczą z talibami.

Appathurai powiedział w Brukseli, że pierwsi polscy żołnierze udadzą się do Afganistanu "najwyraźniej znacznie wcześniej, niż pierwotnie planowano".

Rzecznik NATO z uznaniem wypowiedział się o "polskiej decyzji szybszego wysłania ok. 900 żołnierzy do Afganistanu". Podkreślił, że znacząco przyczyni się to do spełnienia apeli dowódców Sojuszu o więcej wojsk.

"Polski rząd zgodził się na użycie tego batalionu bez zastrzeżeń, innymi słowy, bez żadnych ograniczeń geograficznych, i tym samym może on zostać wysłany przez dowódcę jako rezerwa tam, gdzie konieczne" - dodał Appathurai.

Doniesień rzecznika NATO nie potwierdza polskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

Nie ma jeszcze żadnych wiążących decyzji dotyczących harmonogramu wzmocnienia polskiego kontyngentu w Afganistanie - powiedział we wtorek PAP rzecznik MON Piotr Paszkowski. Podtrzymał zapowiedź o rozlokowaniu polskich żołnierzy na północy kraju (z dala od głównych ognisk walk).

"Nie zapadły żadne wiążące decyzje, staramy się w obrębie ogólnego harmonogramu przyspieszyć wysyłanie kolejnych partii, ale nie ma jeszcze harmonogramu dotyczącego terminów i liczebności kolejnych grup" - powiedział Paszkowski.

Zaprzeczył także, by ustalono możliwość użycia polskich żołnierzy na objętym walkami południu. "Polskie główne siły zostaną rozlokowane w bazie Bagram i w Mazar-e-Sharif do ochrony kierowanego przez Szwedów PRT - Regionalnego Zespołu Odbudowy" - zapewnił.

Podczas niedawnej wizyty w Waszyngtonie szef MON Radosław Sikorski zapowiedział, że Polska znacząco wzmocni swoją obecność w Afganistanie. Zapowiadał, że od lutego służyć tam będzie ponad 1000 polskich żołnierzy.

Obecnie polski kontyngent w Afganistanie liczy ok. 100 żołnierzy uczestniczących w operacji Enduring Freedom. Kilkuosobowy polski zespół wchodzi też w skład misji ISAF.


http://wiadomosci.onet.pl/1409188,12,item.html

BK - Sro Paź 18, 2006 7:41 am

wg IAR: "Do Afganistanu pojedzie więcej polskich żołnierzy niż zapowiadano"

Do Afganistanu pojedzie więcej polskich żołnierzy niż zapowiadano
"Życie Warszawy": Polski kontyngent wojskowy, który w styczniu wyruszy do Afganistanu, ma liczyć ostatecznie ponad 1100 żołnierzy - około stu więcej, niż zapowiadano. W sumie na misję wyjedzie jednak ponad 2 tysiące Polaków.
Druga zmiana kontyngentu - o której wcześniej MON nie wspominał - wyjedzie w sierpniu i pozostanie w Afganistanie do lutego 2008 roku.

Sprzęt, który MON musi kupić wysyłanym na wojnę żołnierzom będzie kosztować kilkadziesiąt milionów złotych. Planiści chcą między innymi transporterów do ewakuacji rannych.

"Życie Warszawy" dowiedziało się nieoficjalnie, że w trybie alarmowym przygotowywane są zakupy dodatkowego opancerzenia dla ponad 20 kołowych transporterów opancerzonych "Rosomak" i kilkudziesięciu samochodów HUMMVE. Te pojazdy znajdują się na wyposażeniu 17. Brygady Zmechanizowanej i 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. Żołnierze tych jednostek będą stanowić trzon batalionu manewrowego, który jedzie walczyć do Afganistanu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

wg IAR: "Dz": Nasi żołnierze mogą zaatakować pierwsi

"Dziennik": Polski żołnierze będą mogli w Afganistanie strzelać bez ostrzeżenia. Nie będą musieli, tak jak dotychczas, czekać aż posypią się na nich pociski.
To oznacza, że po 1945 roku, nie licząc akcji bojowych GROM w rejonie Zatoki Perskiej, będą to pierwsze działania ofensywne polskiego wojska. Do końca lutego w Azji ma być ponad tysiąc naszych żołnierzy.

"Dziennik" pisze, że w Iraku nasi żołnierze mogą strzelić dopiero wtedy, gdy wróg w nich wymierzy. Niektórzy z dowódców nieoficjalnie przyznają , że takie zasady utrudniają funkcjonowanie podczas irackiej misji. Żołnierz wystawia się na ostrzał wroga. Dopiero zaatakowany może odpowiedzieć ogniem.Tymczasem w Afganistanie walki trwają niemal bez przerwy. A to, zdaniem polskich dowódców, wymusza zasadę użycia przez nich broni. - czytamy w "Dzienniku".

Ravage - Sro Paź 18, 2006 7:47 am

Będzie okazja sprawdzić czy nasze przepisy są cokolwiek warte. Nie oszukujmy się, Afganistan to nie będzie "spacer przez park", będą ofiary, będą trumny z Polską flagą.
To jest nieuniknione i posunę się do (radykalnego) stwierdzenia że wręcz konieczne.
Miejmy nadzieję że MON i SG wyciągną wnioski z tej trudnej i niebezpiecznej lekcji.

Powodzenia Panowie...

Mack PL - Sro Paź 18, 2006 7:57 am

będą ofiary, będą trumny z Polską flagą.
To jest nieuniknione i posunę się do (radykalnego) stwierdzenia że wręcz konieczne


Jezu, może bedą, może nie....Holendrom sie póki co udawało...no ale Ty jesteś wyrocznią

Ravage - Sro Paź 18, 2006 8:10 am

Wyrocznią - nie, pesymistycznym realistą - jak najbardziej.

BK - Sro Paź 25, 2006 6:13 pm

wg PAP: "Polacy na rok do Afganistanu"

Minister obrony Radosław Sikorski zapowiedział w środę, że prezydentowi i Radzie Ministrów będzie rekomendował, by misja polskich wojsk w Afganistanie trwała rok. Dodał, że decyzja w tej sprawie należy do prezydenta.
- Chciałbym, aby ta operacja zakończyła się sukcesem jak najszybciej, bo wszyscy wiemy, że będzie kosztowna i ryzykowna. Tego typu sytuacje mają to do siebie, że gdyby były łatwe, to nie trzeba by wysyłać żołnierzy. Dlatego że łatwe nie są, wysyłamy tam to, co mamy najlepsze - powiedział dziennikarzom Sikorski, który uczestniczył w demontażu tablic informacyjnych z obiektów wojskowych w Warszawie.
- To nie nasza operacja narodowa, ale sojusznicza, a więc oddając do dyspozycji sojuszowi naszych żołnierzy, działamy w takim duchu, jak byśmy chcieli, aby inne kraje działały wtedy, gdyby to była operacja w obronie Polski - dodał.
Obecnie polski kontyngent w Afganistanie liczy ok. 190 żołnierzy i pracowników wojska. W jego skład wchodzą dwa zgrupowania - jedno w ramach operacji Enduring Freedom, drugie - ISAF.
Na początku przyszłego roku Polska zamierza zwiększyć swoje zaangażowania w Afganistanie. W Enduring Freedom ma pozostać ok. 150 wojskowych, ok. tysiąca ma liczyć kontyngent w ramach misji NATO ISAF.
Decyzja o zwiększeniu polskiego kontyngentu wywołała dyskusje wśród polityków zarówno koalicji, jak i opozycji.
Sejm, który w środę rozpoczął posiedzenie postanowił o uzupełnieniu porządku obrad m.in. o informację rządu na temat planów wysłania do Afganistanu, większej niż zapowiadana, liczby żołnierzy. Wniosek w tej sprawie złożyło PSL, zaniepokojone doniesieniami niektórych mediów, w których pojawiła się liczba 2000 żołnierz. Posłowie mają zająć się sprawą w czwartek.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
wg Daily Telegraph/PAP: "1000 żołnierzy wyjedzie w lutym"

Polska przyspieszy wysłanie swoich oddziałów do Afganistanu. Ponad 1000 dodatkowych żołnierzy zostanie wysłanych w lutym, czyli 6 miesięcy przed terminem - obiecuje w wywiadzie dla "Daily Telegraph" minister Radek Sikorski.
Polska wysyła swoich żołnierzy do Afganistanu bez żadnych warunków wstępnych oraz ograniczeń. Ma to być gest dobrej woli, dający przykład "Starej Europie" wyjaśnia min. Sikorski.

W przeciwieństwie do pozostałych oddziałów NATO polskie oddziały będą brały udział w misjach bojowych, nie ograniczając się jedynie do stacjonowania w bazach.

"Misja w Afganistanie będzie prawdopodobnie najbardziej wymagającym zadaniem dla polskiej armii od czasów szturmu Berlina w 1945 r." , komentuje min. Sikorski. "Jako ktoś, kto zna ten kraj, wiem jakiego wyzwania się podejmujemy" - dodaje.

"Jeśli nasi sojusznicy będą w potrzebie, uratujemy ich - będziemy wyznaczać dobre przykłady", wtedy może i inni sojusznicy zaangażują swoje oddziały, zapewnia Sikorski - "a wtedy będziemy mogli zapewnić bezpieczeństwo w Afganistanie".

Oznacza to, że oddziały koalicji służące w zapalnym, południowym, regionie Afganistanu będą mogły wezwać na pomoc 500 polskich spadochroniarzy z elitarnej 18 Bielskiej Brygady Powietrznodesantowej.

Brygada przechodzi właśnie pod okiem Amerykanów specjalistyczne szkolenie w udzielania pomocy oddziałom będącym w stanie okrążenia.

Polscy spadochroniarze wejdą w skład grupy powietrznego szybkiego reagowania ISAF, stacjonującej w bazie lotniczej Bagram pod Kabulem.

Polscy żołnierze wykorzystujący zazwyczaj rosyjski sprzęt, podczas misji będą używali amerykańskiego wyposażenia. Unikną dzięki temu przywołania złych wspomnień Afgańczyków z czasów inwazji radzieckiej, a zwłaszcza obrazu radzieckich helikopterów bojowych Mi-24.

Pomimo, iż opinia publiczna w Polsce jest przeciwna zaangażowaniu polskich żołnierzy, Sikorski zapewnia, że polski rząd jest zdeterminowany aby wypełnić obietnicę i wysłać dodatkowe oddziały do Afganistanu. Zwłaszcza, że aktywny udział w misjach NATO jest postrzegany w Polsce jako główny aspekt polityki bezpieczeństwa.

"Afganistan jest dla nas bardzo obcy, nie mamy tam żadnych strategicznych interesów, dlatego prawdziwym wyzwaniem jest wytłumaczyć opinii publicznej dlaczego powinniśmy tam być" - wyjaśnia Daily Telegraph Radek Sikorski.

Minister obrony narodowej Radosław Sikorski o afgańskiej misji Polaków mówił także w Sejmie.

Podkreślał, że informacje medialne o planowanym wysłaniu do Afganistanu 2 tys. żołnierzy, są nieporozumieniem. Zaznaczył, że jednorazowo w misji weźmie udział tysiąc żołnierzy.

"Polscy żołnierze na misjach rotują co 6 miesięcy. Jeśli wysyłamy jeden tysiąc, to co to oznacza? - Że 2 tys. pojedzie w ciągu roku" - wyjaśniał Sikorski, przedstawiając informację bieżącą w tej sprawie.

Dodał też, że szacunkowy koszt utrzymania sprzętu będzie wynosić ok. 22 mln zł, natomiast koszty przygotowania, transportu i utrzymania żołnierzy w Afganistanie, przez 12 miesięcy, ok. 300 mln zł.

Sikorski podkreślił też, że koszty samego transportu i funkcjonowanie polskiego kontyngentu oceniane są na kwotę 170 mln zł, zaś wyposażenie - 130 mln zł. Podkreślił też, że koszty te mogą wzrosnąć, gdyż "podziela troskę posłów, by polski żołnierz na wojnę miał całe wyposażanie, jakiego potrzebuje, zarówno dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa jak i wykonania zadań".

"Bardzo proszę i apeluję do Wysokiej Izby o wsparcie tych działań, które będą miały na celu dobre wyekwipowanie naszego kontyngentu" - dodał.

Posłowie pytali ministra obrony m.in. o to, czy mamy zapewniony transport do Afganistanu; o faktyczny cel misji; a także o jej dokładne koszty. Poseł Zbyszek Zaborowski (SLD) przypomniał, że poprzedni rząd planował wysłanie do 700 polskich żołnierzy na misję w Afganistanie, ale po wycofaniu polskiego kontyngentu z Iraku. W związku z tym pytał, jak zostaną połączone obie operacje? Posłowie chcieli się także dowiedzieć, jak zostanie zabezpieczona opieka medyczna i psychologiczna żołnierzy.

W środę Sikorski zapowiedział, że prezydentowi i Radzie Ministrów będzie rekomendował, by misja polskich wojsk w Afganistanie trwała rok. Dodał, że decyzja w tej sprawie należy do prezydenta. "Chciałbym, aby ta operacja zakończyła się sukcesem jak najszybciej, bo wszyscy wiemy, że będzie kosztowna i ryzykowna. Tego typu sytuacje mają to do siebie, że gdyby były łatwe, to nie trzeba by wysyłać żołnierzy. Dlatego że łatwe nie są, wysyłamy tam to, co mamy najlepsze" - mówił dziennikarzom.

Obecnie polski kontyngent w Afganistanie liczy ok. 190 żołnierzy i pracowników wojska. W jego skład wchodzą dwa zgrupowania - jedno w ramach operacji Enduring Freedom, drugie - ISAF.

Na początku przyszłego roku Polska zamierza zwiększyć swoje zaangażowania w Afganistanie. W Enduring Freedom ma pozostać ok. 150 wojskowych, ok. tysiąca ma liczyć kontyngent w ramach misji NATO ISAF. Decyzja o zwiększeniu polskiego kontyngentu wywołała dyskusje wśród polityków zarówno koalicji, jak i opozycji.

BK - Pią Lis 03, 2006 9:47 pm

wg PAP: "Wzmocnimy naszą obecność w Afganistanie":

Przebywający z wizytą w USA minister obrony narodowej Radosław Sikorski powiedział po spotkaniu z szefem Pentagonu Donaldem Rumsfeldem, że Polska będzie "wzmacniać obecność" swoich wojsk w Afganistanie
Podkreślił, że wynika to jeszcze ze zobowiązań złożonych przez poprzednie rządy i zaznaczył, że w przeliczeniu na liczbę mieszkańców Polska jest na razie na ostatnim miejscu wśród krajów NATO, jeśli chodzi o ilość wojsk w Afganistanie - obecnie jest tam tylko kilkudziesięciu żołnierzy.
Pytany o amerykańską tarczę antyrakietową i jej ewentualną lokalizację w Polsce, Sikorski powiedział, że w rozmowie z Rumsfeldem nie podejmował tego tematu. Na pytanie, czy sam Rumsfeld poruszył tę sprawę odmówił wszelkich komentarzy.
Minister obrony narodowej rozmawiał z Donaldem Rumsfeldem m.in. o swojej propozycji, aby NATO umieściło w Polsce swoją bazę powietrznego zwiadu elektronicznego (AGS).
"Potwierdziłem naszą ofertę i zapewniłem, że wszystkie prace dotyczące infrastruktury zostaną zrealizowane" - powiedział minister polskim dziennikarzom. Rumsfeld - jak dodał - "przyjął propozycję ze zrozumieniem i odniosłem wrażenie, że moje argumenty do niego dotarły".
Baza AGS (Air Ground Surveillance) miałaby powstać w Wielkopolsce. Sikorski powiedział, że byłaby ona pierwszą tak ważną bazą NATO w Polsce.
Na spotkaniu z Rumsfeldem szef MON - jak poinformował - rozmawiał także o udziale polskich wojsk w misji NATO w Afganistanie i o transformacji polskiej armii.

BK - Sob Lis 04, 2006 11:28 am

wg PAP: "Generał NATO: będą straty w Afganistanie"

Talibowie będą nas atakować, by doprowadzić do wycofania polskich żołnierzy - ostrzega gen. Marek Ojrzanowski z Kwatery Głównej NATO w Brukseli. NATO - jak powiedział "Gazecie Wyborczej" generał - prowadzi na bieżąco symulacje i prognozy sytuacji w Afganistanie. Rokowania dla misji Sojuszu są zaś złe.

- W zimie aktywność talibów powinna być mniejsza. Ale to nie oznacza, że można czuć się bezpiecznie - uważa Ojrzanowski, zastępca szefa Zarządu ds. Współpracy i Bezpieczeństwa Regionalnego w Międzynarodowym Sztabie Wojskowym NATO w Brukseli. Ojrzanowski dowodził polską brygadą w pierwszej zmianie w Iraku.

Według generała talibowie prowadzą wojnę, którą nazywamy wojną czwartej generacji. Ich celem jest osłabienie woli politycznej państw NATO, które wysyłają swoich żołnierzy na afgańską operację.

- Kiedy NATO przejęło dowodzenie nad operacją afgańską, nasiliły się tam ataki terrorystyczne - tłumaczy dalej generał.- Jeśli talibowie dowiedzą się, że pojawił się polski kontyngent, na pewno będą atakować naszych żołnierzy - dodaje rozmówca dziennika.

Zdaniem Ojrzanowskiego NATO przygotowuje polski kontyngent do roli odwodu dla operacji sił koalicyjnych: - Słyszałem wielokrotnie o takim planie z ust dowódcy sił NATO gen. Jamesa Jonesa. To oznacza, że nie będziemy samodzielnie toczyć bitew z partyzantami, ale w razie potrzeby nasi żołnierze będą służyli jako wsparcie, mogą więc w takich bitwach brać udział - uważa.

Polscy żołnierze są nawet gotowi do walk w jaskiniach. Przygotowania do takich operacji nasze jednostki przeszły już w polskich Tatrach.

A to wszystko oznacza, że trzeba się liczyć ze stratami. Czy takimi jak w Iraku (gdzie zginęło 17 polskich żołnierzy) generał mówić nie chce. - Ale takie są realia wojny. Dlatego praca rządu powinna skupić się w tej chwili na tym, by wyjaśnić polskiemu społeczeństwu, po co jedziemy do Afganistanu. Żeby nie doszło do sytuacji, w której nagle społeczeństwo i politycy zażądają wycofania sił z Afganistanu - mówi "Gazecie Wyborczej".

Petros - Nie Lis 05, 2006 7:26 pm

Polski oficer NATO anonimowo wypowiedział się, że Polacy będą wykorzystywani jako siły "odwodowe" ( czy jakos tak") - czyli w razie jak Amerykanie lub Brytyjczycy nie będą sobie dawać rady to będąna pomoc wzywać Polaków. To raczej oznacza, ze bitwy które stoczymy do łatwych nie będą należeć. Jedyny plus to to że (mam nadzieję) Polacy na tyle późno będą wchodzić do akcji że Talibowie będą już porządnie prztrzebieni przez Jankesów.

Przeczytaj przytoczony przeze mnie wyzej artykuł. Wynika z niego jasno ze ten twoj "anonimowy" oficer NATO to gen. Marek Ojrzanowski, ktory to wypowiedział sie wlasnie o roli polskiego kontyngentu w Afganistanie (wlasnie jako sił odwodowych)...

BK - Sob Lis 25, 2006 3:49 pm

wg PAP: "Ratownicy TOPR szkolą żołnierzy przed misją w Afganistanie"

Ratownicy TOPR szkolą w Tatrach żołnierzy przygotowujących się do misji w Afganistanie. Jednostki podległe Dowództwu Wojsk Lądowych doskonalą w górach m.in. techniki działań ratowniczych z pokładu śmigłowca.
W zamian TOPR-owcy korzystają z wojskowego Sokoła.

Według naczelnika TOPR, Jana Krzysztofa, ćwiczenia żołnierzy pod okiem ratowników potrwają jeszcze około dwóch tygodni. "Przekazujemy im nasze techniki działań ratowniczych z pokładu śmigłowca. Typowe czynności, jak desant do poszkodowanego, udzielanie pomocy i ewakuacja z miejsca wypadku różnymi technikami" - powiedział PAP w piątek naczelnik pogotowia tatrzańskiego.

W sumie w Tatrach operują cztery wojskowe śmigłowce - dwa Sokoły oraz większe Mi 17 i Mi 24. Przy okazji ćwiczeń, wojskowi lotnicy doskonalą pilotaż śmigłowców w górach wysokich. Żołnierzy szkoli załoga dyżurna TOPR, która w listopadzie ma niewiele pracy przy prawdziwych akcjach ratunkowych, bo ruch turystyczny w Tatrach jest minimalny.

Jeden z wojskowych śmigłowców zastępuje TOPR-owskiego Sokoła, który przechodzi przegląd techniczny w Świdniku. W razie wypadku w górach, ratownicy mogą więc dysponować wojskowym Sokołem.

Przed misją w Afganistanie polscy żołnierze ćwiczą w różnych ośrodkach. W ostatnich dnia doskonalili swe umiejętności w górach w okolicach Kłodzka na Dolnym Śląsku. Prawdopodobnie w grudniu wezmą udział w szkoleniu w specjalistycznym ośrodku poligonowym Bundeswehry w Bawarii, gdzie ćwiczyć mają sytuacje zbliżone do tych, jakie można spotkać w Afganistanie.

Obecnie w Afganistanie jest ok. 190 polskich wojskowych - głównie w misji Enduring Freedom. Zgodnie z deklaracjami rządu, na początku przyszłego roku ponad 1000 żołnierzy rozpocznie służbę w ramach operacji NATO ISAF; w Afganistanie będzie wtedy służyć łącznie ok. 1200 polskich żołnierzy.

BK - Wto Lis 28, 2006 8:18 pm

wg TVN 24/PAP: "Polska chce wesprzeć NATO w Afganistanie"

"Polska chce wesprzeć NATO w Afganistanie" - zadeklarował prezydent Lech Kaczyński, który przybył do stolicy Łotwy Rygi na szczyt NATO, poświęcony m.in. NATO-wskiej operacji w Afganistanie.
Prezydent George W. Bush powiedział rano w Tallinie, gdzie przebywał z wizytą przed ryskim szczytem, że istnieje pilna potrzeba wzmocnienia wojsk NATO w Afganistanie i zaapelował do państw członkowskich o podejmowanie "trudnych misji".

Hiszpańskie źródła rządowe poinformowały przed szczytem, że Madryt nie chce wysłać więcej żołnierzy do Afganistanu. Hiszpania odrzuca także zwiększenie odpowiedzialności misji NATO-wskich oraz rozszerzenie zasięgu operacji swoich wojsk poza strefę, w której stacjonują. Z kolei Niemcy i Włosi, którzy mają swoje wojska w Afganistanie, sprzeciwiają się, by ich żołnierze zostali przeniesieni z bezpiecznych baz do rejonów, gdzie toczą się ciężkie walki.

Tymczasem Polska jako pierwsza odpowiedziała pozytywnie na apel George'a Busha - podały "Fakty" TVN.

Odnosząc się do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta o pilnej potrzebie wzmocnienia wojsk NATO w Afganistanie i podejmowania przez państwa członkowskie "trudnych misji", Lech Kaczyński oświadczył, że Polska jest niezwykle zainteresowana trwaniem NATO oraz ścisłego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.

1200 polskich żołnierzy ma trafić w najtrudniejszy rejon Afganistanu.

Na pytanie, czy Polska z opóźnieniem wyśle swoje wojska do Afganistanu, prezydent odpowiedział, że żołnierze będą tam stopniowo wysyłani od stycznia, a opóźnienia wynikają z niedociągnięć logistycznych popełnionych na miejscu nie przez polską stronę. "To jest sprawa błędów logistycznych, nie z naszej winy. Nie będę nikogo oskarżał" - powiedział prezydent.

Minister obrony narodowej Radosław Sikorski wyraził przekonanie, że od operacji w Afganistanie zależy wiarygodność NATO. Według niego, Polska dała dobry przykład, deklarując wysłanie tysiąca żołnierzy, bez ograniczania charakteru ich misji.

"Powinniśmy postępować tak, jak chcielibyśmy, by postępowali sojusznicy, gdyby Polska potrzebowała pomocy" - powiedział szef MON dziennikarzom w Rydze.

Jego zdaniem, gdyby pozostałe państwa nie nałożyły ograniczeń co do miejsca i sposobu użycia sowich wojsk, sytuacja w Afganistanie byłaby lepsza. Dodał, że MON przeznaczyło ogromne fundusze na wyposażenie żołnierzy jadących do Afganistanu i nadal będzie zapewniało im najlepszy możliwy sprzęt.

Na szczycie NATO panuje napięta sytuacja. Sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer oświadczył rano w Rydze, iż sukces misji Sojuszu Północnoatlantyckiego w Afganistanie jest możliwy, mimo pojawiających się trudności.

"Afganistan to »mission possible«. Musimy być uczciwi w sprawie ryzyka, ale musimy również unikać przesadnego dramatyzowania - powiedział Scheffer w Rydze.

Sekretarz generalny NATO wyraził również nadzieję, że w 2008 r. siły Sojuszu w Afganistanie powinny zacząć stopniowo przekazywać odpowiedzialność afgańskim siłom bezpieczeństwa.

Gen. Stanisław Koziej, generał brygady w stanie spoczynku i były podsekretarz stanu w MON, powiedział w TVN24, ze spodziewa się istotnych sporów na szczycie NATO: "Będą się kłóciły państwa, te, które mają wojska w Afganistanie, z tymi, które nie chcą wojsk wysłać; będą się kłóciły te państwa, które wysyłają wojska bez ograniczeń, z tymi, które nakładają ograniczenia".

Jego zdaniem udział Polski w interwencji w Afganistanie potrwa dłużej niż rok. "Chyba będzie jeszcze trudniej za rok znaleźć ochotników, którzy tak ochoczo i tak szybko, jak my to zgłosiliśmy, zgłoszą swoje wojska, żeby nas rotować po rocznym pobycie" – powiedział. "Ja przewiduję, że to się na roku nie zakończy" – dodał.

Według generała decyzja o wysłaniu nowych wojsk do Afganistanu powinna poprzedzić debata na temat skali zaangażowania Polski w tę misję. "Wobec zmiany koncepcji naszego udziału w Afganistanie powinniśmy na nowo podjąć debatę i decyzję o skali zaangażowania" – uważa generał Koziej. Zapewniał, że w okresie, gdy był członkiem rządu, taką debatę planowano.

Raul Constantino - Sro Lis 29, 2006 1:04 am

Trochę z innej beczki. Afganistan to teren górzysty więc raczej czołgi zostawiamy w domu. bierzemy Rosomaki. W ostatnim czasie trzeba było renegocjować umowę z Oto Melerem producentem wierz do KTO Rosomak na dostarczenie wierz Hitfist z szybkostrzelną armatą Mk.44(30mm), i zerwać umowę na dostarczenie małych wierz Hitrol M2(kal.12,7mm) lub MAG (kal. 7,62 mm). Negocjacje i przetargi ciągną się w nieskończoność i wygląda na to, ze wbrew najnowszym doświadczeniom z pola walki w wojnie asymetrycznej do A-stanu pojadą Rosomaki z wieżę Hitfist-30P czyli strzelanie z armaty do wróbla...

navitas - Sro Lis 29, 2006 7:14 pm

Witam

Bierzemy ze soba myslenie.

Technologia częstokroć przesłania myslenie...tu aby wygrać jest potrzebne przede wszystkim myslenie.

Talibowie nie maja technologii ale maja serce. Moim skromnym zdaniem partyzantkę mozna zwalczyc dwoma sposobami
- taktyką spalonej ziemi;
- lub stosując zasady walki wroga.

I tyle w temacie.

Pozdrawiam

Raul Constantino - Czw Lis 30, 2006 1:51 pm

Obawiam się tylko że jeżeli tego "myślenia" brakuje w fazie planowania na szczeblu polityczno-sztabowym , to może się okazać, ze zabraknie go również już w trakcie misji. To nie Polacy są odpowiedzialni za strategiczne planowanie operacji w Afganistanie, więc to nie od nas zależy wybór taktyki prowadzenia działań. Natomiast od nas zależy jak się do nich przygotujemy.
Co do "myślenia", to tak, nasi szeregowi żołnierze zabrali "myślenie" do Iraku i na własna rękę z dostępnych materiałów opancerzali Skorpiony- nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Według własnych pomysłów montowali obrotnice na HMMWV. Przerabiali broń indywidualną i oporządzenie według potrzeb pola walki. Ale jak mieli wykazać się myśleniem i z W-3 Sokół zrobić śmigłowiec wsparcia równy potencjałem Mi-24 ? Takich faktów jest dużo więcej. Podobnie ma być w Afganistanie?
Myślenie jest to ciąg złożonych procesów zachodzących w mózgu...mózg żołnierza chroni mózgoczaszka oraz w najnowszej wersji hełm kompozytowy WZ2005. Jak na moje oko to trochę za mało i przydało by się schować ten "mózg" w opancerzony środek transportu i wsparcia. Jest KTO Rosomak ale jedynie w wersji z wierzą Hitfist- to trochę komplikuje taktykę walki przeciw lekkiej piechocie prowadzącej działania w sposób nieregularny. Doświadczenia z wojen asymetrycznych wskazują jasno, ze nasycenie uzbrojeniem strzeleckim w kalibrach 12,7 czy 7,62 powinno by większe niż 30mm gdyż te ostatnie w mniejszym stopniu sprawdza się w walce z oddziałami nieregularnymi

Co do samej taktyki walki. Oba warianty przez ciebie podane były już sprawdzane chyba już na wszystkich szerokościach geograficznych. Taktykę spalonej ziemi stosowali Amerykanie w Wietnamie i Rosjanie w Czeczenii. Działania nieregularne Amerykanie zaczęli już prowadzić w Wietnamie, w Ameryce Południowej teraz robią to w Afganistanie, Rosjanie A-stan już przerabiali a teraz przerabiają Czeczenie. Amerykanie prowadzą wojnę asymetryczna w Iraku, Izrael walczy u siebie...
Jeżeli rozpatrywać to tylko pod względem czysto militarnym to najefektywniejsza była by taktyka spalonej ziemi. Kilka taktycznych ładunków jądrowych załatwiło by sprawę...ale tak się nie da i wszyscy o tym wiemy. Nie da się też na duża skale zrzucać napalmu czy pirożelu, nie da się bombardować fosforem , czy używać broni chemicznej...zostają tylko działania mieszane, z naciskiem na precyzyjne uderzenia i działania nieregularne. Ale w taki sposób walczy się bardzo długo, a nikomu nie zależy na konflikcie ciągnącym się długimi latami, Amerykanie nie są zainteresowani wojną na wyczerpanie. Jedyny skuteczny sposób jaki się rysuje to wytworzenie ogromnej przewagi w technologicznym potencjale bojowym stosowanym w działaniach nieregularnych, czyli właśnie mobilne, lekkie , dobrze opancerzone i z duża siła uderzenia odziały. Chirurgiczne cięcia lotnictwa naprowadzane przez jednostki zwiadowcze, ataki i nękanie rozbitych oddziałów przez jednostki specjalne, intensywnie działający wywiad odcinający partyzantów od pieniędzy i sprzętu... Jednak w tym wszystkim najważniejsza jest walka o "serca i umysły" Afgańczyków, bez tego nie można wygrać wojny przeciwpartyzanckiej.

mała retrospekcja

Polscy żołnierze wykorzystujący zazwyczaj rosyjski sprzęt, podczas misji będą używali amerykańskiego wyposażenia. Unikną dzięki temu przywołania złych wspomnień Afgańczyków z czasów inwazji radzieckiej, a zwłaszcza obrazu radzieckich helikopterów bojowych Mi-24.


Myślę, ze nie inaczej kojarzą sie teraz amerykańskie Apache, Cobry czy śmigłowce black hawk. A co do Mi-24 to właśnie w A-stanie wykazały swoją ogromną skuteczność bojową. Poza tym po konflikcie afgańskim Rosjanie przekazali nam wraz z maszynami grube instrukcje użytkowe Hindów, oparte właśnie o doświadczenia z A-stanu. To właśnie dzięki nim wiedzieliśmy jakie mieszanki paliwa używać w Iraku, ile lać oleju, jak wygląda praca śmigłowca w warunkach wysokiego zapylenia itp. Mamy śmigłowiec który doskonale sprawdził się w Afganistanie, mamy gotowe do niego instrukcje użytkowe, a mimo to zostawiamy go w kraju bo źle może się skojarzyć...
Do tego jednostki specjalne naszych sojuszników w A-stanie używają śmigłowców konstrukcji radzieckiej jak MI-17. Np. Brytyjski SAS zamówił w Polsce egzemplarz(kilka) MI-17 właśnie do Afganistanu.

Ps. Aby uzmysłowić sobie jak ważne są kołowe opancerzone środki transportu oraz wsparcie śmigłowców bojowych, wystarczy popatrzyć tylko na to zdjęcie. Droga z Kabulu do Bagram biegnąca przez góry Hindukuszu

Clik

BK - Pią Cze 01, 2007 6:46 am

wg DZIENNIK.PL: "Polacy będą walczyć później"

Lekki poślizg w Afganistanie

Liczący 700 ludzi polski batalion manewrowy w Afganistanie nie osiągnie na czas gotowości bojowej. Data 1 czerwca zapowiadana tydzień temu przez ministra obrony Aleksandra Szczygłę nie została dotrzymana. Najnowszy termin to 7 czerwca - pisze DZIENNIK.

O tym, że termin osiągnięcia gotowości bojowej przez Polaków w Afganistanie jest zagrożony, jako pierwszy DZIENNIK pisał kilka tygodni temu. Powodów jest kilka. Opóźnił się transport części sprzętu z Polski.

Amerykanie nie podstawili bowiem na czas samolotów, bo w pierwszej kolejności wymieniali własny kontyngent. Część wyposażenia utknęła też w ciężarówkach jadących przez Pakistan, gdyż kierowcy wszczęli strajk, a w dodatku niektóre rzeczy rozkradziono.

"Przewóz realizowany przez firmy cywilne zawiódł. Część samochodów uległa zniszczeniu, zginęło np. paliwo, apteczki, części zapasowe" - tłumaczy ppłk Sławomir Cieślewicz, szef wydziału prasowego w Dowództwie Operacyjnym. "W tej chwili trwa szacowanie strat, spisywanie tego, co trzeba dosłać" - mówi mjr Sławomir Lewandowski, rzecznik Wojsk Lądowych.

Potem się okazało, że do Afganistanu trzeba dosłać nowe wyposażenie osobiste żołnierzy na miejsce tandetnego, które rozpadło się w trakcie pierwszych dni użytkowania, m.in. buty. "Są już kupione, liczymy na to, że uda się je przerzucić do 15 czerwca" - mówi Lewandowski.

To niejedyne problemy. Żołnierze nadal nie mają nowoczesnych granatników, bo przeciągają się procedury zakupów. W bazie Szarana są już transportery Rosomak, tyle tylko, że ciągle niedopancerzone.

Teraz w bazach budowane są drogi i bariery chroniące przed zamachami. Żołnierze kończą ustawianie kontenerów, podłączają systemy łączności. Logistycy odbierają dostawy.

"Prawdopodobnie batalion osiągnie gotowość bojową 7 czerwca" - mówi mjr Dariusz Kaliszczak, rzecznik polskiego kontyngentu w Afganistanie. Jak dodaje, niektóre komórki polskiego wojska już działają - np. grupa CIMIC zajmująca się współpracą z cywilami w Mazar-i Szarif czy grupa szkoląca afgańską armię w Gardez. Do zadań batalionu manewrowego, jak już zacznie funkcjonować, należeć będzie m.in. utrzymanie kontroli nad drogą Kandahar - Kabul.

Podczas gdy jedni dopiero szykują się do działań, ci, którzy trafili do Afganistanu w styczniu, w sierpniu już go opuszczą. To 65 oficerów z Korpusu Północ-Wschód w Szczecinie, zajmujących stanowiska w Dowództwie Operacji ISAF. "Już teraz mamy mały wpływ na przebieg misji, a wkrótce ten wpływ w znacznym stopniu utracimy" - mówi nam nieoficjalnie jeden z oficerów.

Czy to problem, że Polska nie będzie miała w dowództwie misji żadnej reprezentacji? Według naszego rozmówcy tak, bo stracimy bezpośredni nadzór nad tym, co w Afganistanie robią nasi żołnierze. Polaków mają zastąpić oficerowie z innych państw NATO.

--------------------------------------------------------------------------------

Minister obrony: Wojsko nie jest po to, by siedzieć w koszarach, ale żeby walczyć

Izabela Leszczyńska: W świadomości opinii publicznej nasi żołnierze pojechali do Afganistanu, żeby walczyć z talibami, a nie stabilizować sytuację jak w Iraku. Jest pan przygotowany na rozmowy z rodzinami żołnierzy, którzy nie wrócą z tej misji?
Aleksander Szczygło, minister obrony: Przed poprzednimi misjami nie mówiono o zagrożeniach. My mówimy otwarcie: ta misja jest obarczona dużym ryzykiem. Zadaniem Ministerstwa Obrony jest to ryzyko zminimalizować, ale nie da się go wykluczyć. Skoro zapadła decyzja o wysłaniu wojska do Afganistanu, do miejsca, które nie jest miejscem spokojnym, ale też nie jest miejscem, w którym toczą się regularne walki, nie wolno nakręcać spirali negatywnych emocji wobec jego udziału. Nie służy to ani zrozumieniu misji, ani żołnierzom, a tym bardziej ich rodzinom.

Czy Polska musi budować swoją pozycję w NATO, wysyłając żołnierzy na wojnę?
Gdybyśmy rozmawiali o organizacji gospodarczej, to pytanie to miałoby sens, ale rozmawiamy o organizacji militarnej. Na czym ma polegać nasze członkostwo w Pakcie Północnoatlantyckim? Właśnie na tym, że my wystawiamy własny komponent sił do tej operacji.

Chodzi mi o co innego. Czy rząd ma jeszcze inny pomysł na to, aby budować naszą pozycję w Sojuszu Północnoatlantyckim?
Siła każdego państwa w organizacji takiej jak Pakt Północnoatlantycki mierzy się potencjałem militarnym, wielkością armii, która może brać udział w różnego rodzaju operacjach.

Jedne kraje inwestują w nowoczesny sprzęt, inne wykorzystują dyplomację, a wysyłają jedynie symboliczne kontyngenty żołnierzy. Nawet bogata Francja posłała do Afganistanu kontyngent mniej liczny niż polski. Nasi wschodnioeuropejscy sąsiedzi wyekspediowali od kilkudziesięciu do 200 żołnierzy, a my 1100.
Nie znam państw NATO, które nie potwierdzałyby swojej pozycji w Sojuszu udziałem w operacji w Afganistanie. Nawet Niemcy, które są sceptycznie nastawione do uczestnictwa w operacjach, mają tam swój kontyngent, wysłały sześć samolotów bojowych Tornado z obsługą. Aktywnością wyłącznie dyplomatyczną niewiele się tutaj wskóra.

Operacja w Iraku rozpoczęła się w 2003 roku. W ostatnich miesiącach sytuacja wymknęła się spod kontroli, np. w Diwaniji niemal codziennie dochodziło do zamachów. Wygląda na to, że będzie to operacja bez końca, potrwać może nawet 10 lat. Czy warto w tej sytuacji tak głęboko angażować się w Afganistanie?
Jest to jedna z nielicznych decyzji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i rządu Leszka Millera, którą w pełni popieram i rozumiem, bo wojsko polskie dzięki misji irackiej nabiera niezbędnego doświadczenia.

Zapytam jeszcze raz: skoro misja w Iraku się przedłuża, czy warto angażować się w Afganistanie?
Może pani zapytać, ile to kosztuje. Czy my jesteśmy w stanie to wytrzymać.

Ja pytam, czy warto?
Tak, warto. Możliwość zniszczenia w zarodku niebezpieczeństwa dla całej Europy jest ceną, którą warto zapłacić.

A teraz kwestia tego, czy nas na to stać. Transport, zarówno strategiczny, jak i zwykły, codzienny transport w bazach fundują nam Amerykanie...
Nie fundują, po prostu mają większe możliwości logistyczne niż nasze. I do tego się zobowiązali.

Do czego zmierzam: ta operacja pokazuje, że transportu strategicznego nie jesteśmy w stanie sami sfinansować, na razie nie możemy też zapewnić sobie transportu w rejonie misji - na gwałt dokupujemy sprzęt. Jest pan pewien, że nas na tę operację stać?
Stać. Misja jest sprawdzianem dla wojska. Najważniejsze jest przygotowanie żołnierzy do realnego pola walki. My nie mamy celów strategicznych na świecie, mamy cele operacyjne w pewnej odległości od Polski. Podobne pytanie można było postawić na początku lat 90., kiedy wysyłaliśmy jednostkę specjalną GROM na Haiti. Też nie mieliśmy samolotów, żeby ją przerzucić.

No i niewiele się pod tym względem zmieniło. Jaki jest koszt tej misji?
Wydatki zaplanowane w budżecie MON na udział w tej misji wynoszą ok. 300 mln zł. Z tego ok. 170 mln zł na wydatki bieżące, a 130 mln zł na zakup sprzętu i wyposażenia żołnierzy. Ale misja przyniesie zysk dla polskiego wojska. Mam filozofię, która nie musi się podobać części Polaków: wojsko nie jest od tego, żeby siedziało w koszarach.

Chcemy zmienić jego ducha, ma być przygotowane do walki. Po 1989 roku nie mówiono o wojsku realnym, nawet twierdzono, że jest niepotrzebne - jeszcze pod koniec lat 90. pojawiały się opinie, że skoro jesteśmy w NATO, mamy wstąpić do Unii Europejskiej, wystarczy nam batalion reprezentacyjny. Uważam, że jeśli obrona Rzeczypospolitej ma być realna, to musimy mieć realne wojsko. Koszty to dla mnie elementy dodatkowe, aczkolwiek trzeba umieć liczyć pieniądze.

BK - Pon Cze 04, 2007 11:44 pm

wg IAR/DZIENNIK.PL: "Już walczą z talibami"

Polscy żołnierze ostrzelani w Afganistanie

Polskie oddziały pod ostrzałem afgańskich terrorystów. Nad ranem na wschodzie kraju zaatakowany został polsko-afgański konwój. Polacy odpowiedzieli ogniem. Na szczęście żadnemu z naszych żołnierzy nic się nie stało. Ale takich ataków z dnia na dzień będzie coraz więcej.

To pierwszy taki atak na Polaków. Talibowie uderzyli na wschodzie kraju - niedaleko miasta Gardez. Tam nasze oddziały stacjonują już od lutego. Szkolą miejscową armię. Razem z Afgańczykami jeżdżą w konwojach.

Kiedy w jeden z takich konwojów uderzyły pierwsze pociski, zaatakowani żołnierze odpowiedzieli ogniem. Strzelanina trwała, dopóki na pomoc konwojowi nie przyjechały siły szybkiego reagowania. Talibowie się wycofali. Żadnemu z żołnierzy nic się nie stało.

"Zostały uszkodzone dwa samochody Hummer. W jednym przestrzelono oponę, w drugim chłodnicę" - opowiada rzecznik polskiego kontyngentu w Afganistanie major Wojciech Kaliszczak.

Niestety podobnych ataków będzie więcej. Już za dwa, trzy dni Polacy przejmą odpowiedzialność w dwóch niebezpiecznych prowincjach Afganistanu - Ghazni i Paktice. Będą patrolować okolicę, ochraniać patrole i prowadzić regularną walkę z talibami. A terroryści ciągle atakują międzynarodowe siły w Afganistanie. Używają min pułapek, stosują zamachy samobójcze i atakują żołnierzy w górach.


Petros - Wto Cze 05, 2007 6:01 pm

http://www.dziennik.pl/De...ArticleId=47437

Bin Laden żyje i pisze do talibów

"Osama żyje i ma się dobrze" - te słowa, które elektryzują świat od prawie sześciu lat, znów zabrzmiały. O dobrym samopoczuciu herszta Al-Kaidy i terrorysty numer jeden poinformował przywódca afgańskich talibów Dadullah Mansur.

Jak stwierdził Mansur, Bin Laden przesłał mu list kondolencyjny po śmierci jego brata - Mułły Dadullaha, czyli wcześniejszego szefa talibów.

Bin Laden to najbardziej poszukiwany terrorysta świata. Odpowiada m.in. za zamachy World Trade Center z 11 wrzenia 2001 roku, w których zginęło 2750 osób. USA za jego schwytanie oferują 25 mln dolarów, czyli prawie 75 mln złotych nagrody.

Bartosz Wawro


Ad. Polscy żołnierze ostrzelani w Afganistanie - bodajże na forum znalazłem informacje, że GROM już w parę dni po przybyciu został ostrzelany.
Wiedzą o tym, że jesteśmy w Afganie nowi więc chcą nas przestrzaszyć, pokazać kto "tu" rządzi, i zmusić do wycofania wojsk.


Strona 1 z 71, 2, 3, 4, 5, 6, 7