wg IAR: "Do Afganistanu pojedzie więcej polskich żołnierzy niż zapowiadano"
Do Afganistanu pojedzie więcej polskich żołnierzy niż zapowiadano
"Życie Warszawy": Polski kontyngent wojskowy, który w styczniu wyruszy do Afganistanu, ma liczyć ostatecznie ponad 1100 żołnierzy - około stu więcej, niż zapowiadano. W sumie na misję wyjedzie jednak ponad 2 tysiące Polaków.
Druga zmiana kontyngentu - o której wcześniej MON nie wspominał - wyjedzie w sierpniu i pozostanie w Afganistanie do lutego 2008 roku.
Sprzęt, który MON musi kupić wysyłanym na wojnę żołnierzom będzie kosztować kilkadziesiąt milionów złotych. Planiści chcą między innymi transporterów do ewakuacji rannych.
"Życie Warszawy" dowiedziało się nieoficjalnie, że w trybie alarmowym przygotowywane są zakupy dodatkowego opancerzenia dla ponad 20 kołowych transporterów opancerzonych "Rosomak" i kilkudziesięciu samochodów HUMMVE. Te pojazdy znajdują się na wyposażeniu 17. Brygady Zmechanizowanej i 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. Żołnierze tych jednostek będą stanowić trzon batalionu manewrowego, który jedzie walczyć do Afganistanu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
wg IAR: "Dz": Nasi żołnierze mogą zaatakować pierwsi
"Dziennik": Polski żołnierze będą mogli w Afganistanie strzelać bez ostrzeżenia. Nie będą musieli, tak jak dotychczas, czekać aż posypią się na nich pociski.
To oznacza, że po 1945 roku, nie licząc akcji bojowych GROM w rejonie Zatoki Perskiej, będą to pierwsze działania ofensywne polskiego wojska. Do końca lutego w Azji ma być ponad tysiąc naszych żołnierzy.
"Dziennik" pisze, że w Iraku nasi żołnierze mogą strzelić dopiero wtedy, gdy wróg w nich wymierzy. Niektórzy z dowódców nieoficjalnie przyznają , że takie zasady utrudniają funkcjonowanie podczas irackiej misji. Żołnierz wystawia się na ostrzał wroga. Dopiero zaatakowany może odpowiedzieć ogniem.Tymczasem w Afganistanie walki trwają niemal bez przerwy. A to, zdaniem polskich dowódców, wymusza zasadę użycia przez nich broni. - czytamy w "Dzienniku".
Będzie okazja sprawdzić czy nasze przepisy są cokolwiek warte. Nie oszukujmy się, Afganistan to nie będzie "spacer przez park", będą ofiary, będą trumny z Polską flagą.
To jest nieuniknione i posunę się do (radykalnego) stwierdzenia że wręcz konieczne.
Miejmy nadzieję że MON i SG wyciągną wnioski z tej trudnej i niebezpiecznej lekcji.
Powodzenia Panowie...
Wyrocznią - nie, pesymistycznym realistą - jak najbardziej.
wg PAP: "Polacy na rok do Afganistanu"
Minister obrony Radosław Sikorski zapowiedział w środę, że prezydentowi i Radzie Ministrów będzie rekomendował, by misja polskich wojsk w Afganistanie trwała rok. Dodał, że decyzja w tej sprawie należy do prezydenta.
- Chciałbym, aby ta operacja zakończyła się sukcesem jak najszybciej, bo wszyscy wiemy, że będzie kosztowna i ryzykowna. Tego typu sytuacje mają to do siebie, że gdyby były łatwe, to nie trzeba by wysyłać żołnierzy. Dlatego że łatwe nie są, wysyłamy tam to, co mamy najlepsze - powiedział dziennikarzom Sikorski, który uczestniczył w demontażu tablic informacyjnych z obiektów wojskowych w Warszawie.
- To nie nasza operacja narodowa, ale sojusznicza, a więc oddając do dyspozycji sojuszowi naszych żołnierzy, działamy w takim duchu, jak byśmy chcieli, aby inne kraje działały wtedy, gdyby to była operacja w obronie Polski - dodał.
Obecnie polski kontyngent w Afganistanie liczy ok. 190 żołnierzy i pracowników wojska. W jego skład wchodzą dwa zgrupowania - jedno w ramach operacji Enduring Freedom, drugie - ISAF.
Na początku przyszłego roku Polska zamierza zwiększyć swoje zaangażowania w Afganistanie. W Enduring Freedom ma pozostać ok. 150 wojskowych, ok. tysiąca ma liczyć kontyngent w ramach misji NATO ISAF.
Decyzja o zwiększeniu polskiego kontyngentu wywołała dyskusje wśród polityków zarówno koalicji, jak i opozycji.
Sejm, który w środę rozpoczął posiedzenie postanowił o uzupełnieniu porządku obrad m.in. o informację rządu na temat planów wysłania do Afganistanu, większej niż zapowiadana, liczby żołnierzy. Wniosek w tej sprawie złożyło PSL, zaniepokojone doniesieniami niektórych mediów, w których pojawiła się liczba 2000 żołnierz. Posłowie mają zająć się sprawą w czwartek.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
wg Daily Telegraph/PAP: "1000 żołnierzy wyjedzie w lutym"
Polska przyspieszy wysłanie swoich oddziałów do Afganistanu. Ponad 1000 dodatkowych żołnierzy zostanie wysłanych w lutym, czyli 6 miesięcy przed terminem - obiecuje w wywiadzie dla "Daily Telegraph" minister Radek Sikorski.
Polska wysyła swoich żołnierzy do Afganistanu bez żadnych warunków wstępnych oraz ograniczeń. Ma to być gest dobrej woli, dający przykład "Starej Europie" wyjaśnia min. Sikorski.
W przeciwieństwie do pozostałych oddziałów NATO polskie oddziały będą brały udział w misjach bojowych, nie ograniczając się jedynie do stacjonowania w bazach.
"Misja w Afganistanie będzie prawdopodobnie najbardziej wymagającym zadaniem dla polskiej armii od czasów szturmu Berlina w 1945 r." , komentuje min. Sikorski. "Jako ktoś, kto zna ten kraj, wiem jakiego wyzwania się podejmujemy" - dodaje.
"Jeśli nasi sojusznicy będą w potrzebie, uratujemy ich - będziemy wyznaczać dobre przykłady", wtedy może i inni sojusznicy zaangażują swoje oddziały, zapewnia Sikorski - "a wtedy będziemy mogli zapewnić bezpieczeństwo w Afganistanie".
Oznacza to, że oddziały koalicji służące w zapalnym, południowym, regionie Afganistanu będą mogły wezwać na pomoc 500 polskich spadochroniarzy z elitarnej 18 Bielskiej Brygady Powietrznodesantowej.
Brygada przechodzi właśnie pod okiem Amerykanów specjalistyczne szkolenie w udzielania pomocy oddziałom będącym w stanie okrążenia.
Polscy spadochroniarze wejdą w skład grupy powietrznego szybkiego reagowania ISAF, stacjonującej w bazie lotniczej Bagram pod Kabulem.
Polscy żołnierze wykorzystujący zazwyczaj rosyjski sprzęt, podczas misji będą używali amerykańskiego wyposażenia. Unikną dzięki temu przywołania złych wspomnień Afgańczyków z czasów inwazji radzieckiej, a zwłaszcza obrazu radzieckich helikopterów bojowych Mi-24.
Pomimo, iż opinia publiczna w Polsce jest przeciwna zaangażowaniu polskich żołnierzy, Sikorski zapewnia, że polski rząd jest zdeterminowany aby wypełnić obietnicę i wysłać dodatkowe oddziały do Afganistanu. Zwłaszcza, że aktywny udział w misjach NATO jest postrzegany w Polsce jako główny aspekt polityki bezpieczeństwa.
"Afganistan jest dla nas bardzo obcy, nie mamy tam żadnych strategicznych interesów, dlatego prawdziwym wyzwaniem jest wytłumaczyć opinii publicznej dlaczego powinniśmy tam być" - wyjaśnia Daily Telegraph Radek Sikorski.
Minister obrony narodowej Radosław Sikorski o afgańskiej misji Polaków mówił także w Sejmie.
Podkreślał, że informacje medialne o planowanym wysłaniu do Afganistanu 2 tys. żołnierzy, są nieporozumieniem. Zaznaczył, że jednorazowo w misji weźmie udział tysiąc żołnierzy.
"Polscy żołnierze na misjach rotują co 6 miesięcy. Jeśli wysyłamy jeden tysiąc, to co to oznacza? - Że 2 tys. pojedzie w ciągu roku" - wyjaśniał Sikorski, przedstawiając informację bieżącą w tej sprawie.
Dodał też, że szacunkowy koszt utrzymania sprzętu będzie wynosić ok. 22 mln zł, natomiast koszty przygotowania, transportu i utrzymania żołnierzy w Afganistanie, przez 12 miesięcy, ok. 300 mln zł.
Sikorski podkreślił też, że koszty samego transportu i funkcjonowanie polskiego kontyngentu oceniane są na kwotę 170 mln zł, zaś wyposażenie - 130 mln zł. Podkreślił też, że koszty te mogą wzrosnąć, gdyż "podziela troskę posłów, by polski żołnierz na wojnę miał całe wyposażanie, jakiego potrzebuje, zarówno dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa jak i wykonania zadań".
"Bardzo proszę i apeluję do Wysokiej Izby o wsparcie tych działań, które będą miały na celu dobre wyekwipowanie naszego kontyngentu" - dodał.
Posłowie pytali ministra obrony m.in. o to, czy mamy zapewniony transport do Afganistanu; o faktyczny cel misji; a także o jej dokładne koszty. Poseł Zbyszek Zaborowski (SLD) przypomniał, że poprzedni rząd planował wysłanie do 700 polskich żołnierzy na misję w Afganistanie, ale po wycofaniu polskiego kontyngentu z Iraku. W związku z tym pytał, jak zostaną połączone obie operacje? Posłowie chcieli się także dowiedzieć, jak zostanie zabezpieczona opieka medyczna i psychologiczna żołnierzy.
W środę Sikorski zapowiedział, że prezydentowi i Radzie Ministrów będzie rekomendował, by misja polskich wojsk w Afganistanie trwała rok. Dodał, że decyzja w tej sprawie należy do prezydenta. "Chciałbym, aby ta operacja zakończyła się sukcesem jak najszybciej, bo wszyscy wiemy, że będzie kosztowna i ryzykowna. Tego typu sytuacje mają to do siebie, że gdyby były łatwe, to nie trzeba by wysyłać żołnierzy. Dlatego że łatwe nie są, wysyłamy tam to, co mamy najlepsze" - mówił dziennikarzom.
Obecnie polski kontyngent w Afganistanie liczy ok. 190 żołnierzy i pracowników wojska. W jego skład wchodzą dwa zgrupowania - jedno w ramach operacji Enduring Freedom, drugie - ISAF.
Na początku przyszłego roku Polska zamierza zwiększyć swoje zaangażowania w Afganistanie. W Enduring Freedom ma pozostać ok. 150 wojskowych, ok. tysiąca ma liczyć kontyngent w ramach misji NATO ISAF. Decyzja o zwiększeniu polskiego kontyngentu wywołała dyskusje wśród polityków zarówno koalicji, jak i opozycji.
wg PAP: "Wzmocnimy naszą obecność w Afganistanie":
Przebywający z wizytą w USA minister obrony narodowej Radosław Sikorski powiedział po spotkaniu z szefem Pentagonu Donaldem Rumsfeldem, że Polska będzie "wzmacniać obecność" swoich wojsk w Afganistanie
Podkreślił, że wynika to jeszcze ze zobowiązań złożonych przez poprzednie rządy i zaznaczył, że w przeliczeniu na liczbę mieszkańców Polska jest na razie na ostatnim miejscu wśród krajów NATO, jeśli chodzi o ilość wojsk w Afganistanie - obecnie jest tam tylko kilkudziesięciu żołnierzy.
Pytany o amerykańską tarczę antyrakietową i jej ewentualną lokalizację w Polsce, Sikorski powiedział, że w rozmowie z Rumsfeldem nie podejmował tego tematu. Na pytanie, czy sam Rumsfeld poruszył tę sprawę odmówił wszelkich komentarzy.
Minister obrony narodowej rozmawiał z Donaldem Rumsfeldem m.in. o swojej propozycji, aby NATO umieściło w Polsce swoją bazę powietrznego zwiadu elektronicznego (AGS).
"Potwierdziłem naszą ofertę i zapewniłem, że wszystkie prace dotyczące infrastruktury zostaną zrealizowane" - powiedział minister polskim dziennikarzom. Rumsfeld - jak dodał - "przyjął propozycję ze zrozumieniem i odniosłem wrażenie, że moje argumenty do niego dotarły".
Baza AGS (Air Ground Surveillance) miałaby powstać w Wielkopolsce. Sikorski powiedział, że byłaby ona pierwszą tak ważną bazą NATO w Polsce.
Na spotkaniu z Rumsfeldem szef MON - jak poinformował - rozmawiał także o udziale polskich wojsk w misji NATO w Afganistanie i o transformacji polskiej armii.
wg PAP: "Generał NATO: będą straty w Afganistanie"
Talibowie będą nas atakować, by doprowadzić do wycofania polskich żołnierzy - ostrzega gen. Marek Ojrzanowski z Kwatery Głównej NATO w Brukseli. NATO - jak powiedział "Gazecie Wyborczej" generał - prowadzi na bieżąco symulacje i prognozy sytuacji w Afganistanie. Rokowania dla misji Sojuszu są zaś złe.
- W zimie aktywność talibów powinna być mniejsza. Ale to nie oznacza, że można czuć się bezpiecznie - uważa Ojrzanowski, zastępca szefa Zarządu ds. Współpracy i Bezpieczeństwa Regionalnego w Międzynarodowym Sztabie Wojskowym NATO w Brukseli. Ojrzanowski dowodził polską brygadą w pierwszej zmianie w Iraku.
Według generała talibowie prowadzą wojnę, którą nazywamy wojną czwartej generacji. Ich celem jest osłabienie woli politycznej państw NATO, które wysyłają swoich żołnierzy na afgańską operację.
- Kiedy NATO przejęło dowodzenie nad operacją afgańską, nasiliły się tam ataki terrorystyczne - tłumaczy dalej generał.- Jeśli talibowie dowiedzą się, że pojawił się polski kontyngent, na pewno będą atakować naszych żołnierzy - dodaje rozmówca dziennika.
Zdaniem Ojrzanowskiego NATO przygotowuje polski kontyngent do roli odwodu dla operacji sił koalicyjnych: - Słyszałem wielokrotnie o takim planie z ust dowódcy sił NATO gen. Jamesa Jonesa. To oznacza, że nie będziemy samodzielnie toczyć bitew z partyzantami, ale w razie potrzeby nasi żołnierze będą służyli jako wsparcie, mogą więc w takich bitwach brać udział - uważa.
Polscy żołnierze są nawet gotowi do walk w jaskiniach. Przygotowania do takich operacji nasze jednostki przeszły już w polskich Tatrach.
A to wszystko oznacza, że trzeba się liczyć ze stratami. Czy takimi jak w Iraku (gdzie zginęło 17 polskich żołnierzy) generał mówić nie chce. - Ale takie są realia wojny. Dlatego praca rządu powinna skupić się w tej chwili na tym, by wyjaśnić polskiemu społeczeństwu, po co jedziemy do Afganistanu. Żeby nie doszło do sytuacji, w której nagle społeczeństwo i politycy zażądają wycofania sił z Afganistanu - mówi "Gazecie Wyborczej".
Polski oficer NATO anonimowo wypowiedział się, że Polacy będą wykorzystywani jako siły "odwodowe" ( czy jakos tak") - czyli w razie jak Amerykanie lub Brytyjczycy nie będą sobie dawać rady to będąna pomoc wzywać Polaków. To raczej oznacza, ze bitwy które stoczymy do łatwych nie będą należeć. Jedyny plus to to że (mam nadzieję) Polacy na tyle późno będą wchodzić do akcji że Talibowie będą już porządnie prztrzebieni przez Jankesów.
Przeczytaj przytoczony przeze mnie wyzej artykuł. Wynika z niego jasno ze ten twoj "anonimowy" oficer NATO to gen. Marek Ojrzanowski, ktory to wypowiedział sie wlasnie o roli polskiego kontyngentu w Afganistanie (wlasnie jako sił odwodowych)...
wg PAP: "Ratownicy TOPR szkolą żołnierzy przed misją w Afganistanie"
Ratownicy TOPR szkolą w Tatrach żołnierzy przygotowujących się do misji w Afganistanie. Jednostki podległe Dowództwu Wojsk Lądowych doskonalą w górach m.in. techniki działań ratowniczych z pokładu śmigłowca.
W zamian TOPR-owcy korzystają z wojskowego Sokoła.
Według naczelnika TOPR, Jana Krzysztofa, ćwiczenia żołnierzy pod okiem ratowników potrwają jeszcze około dwóch tygodni. "Przekazujemy im nasze techniki działań ratowniczych z pokładu śmigłowca. Typowe czynności, jak desant do poszkodowanego, udzielanie pomocy i ewakuacja z miejsca wypadku różnymi technikami" - powiedział PAP w piątek naczelnik pogotowia tatrzańskiego.
W sumie w Tatrach operują cztery wojskowe śmigłowce - dwa Sokoły oraz większe Mi 17 i Mi 24. Przy okazji ćwiczeń, wojskowi lotnicy doskonalą pilotaż śmigłowców w górach wysokich. Żołnierzy szkoli załoga dyżurna TOPR, która w listopadzie ma niewiele pracy przy prawdziwych akcjach ratunkowych, bo ruch turystyczny w Tatrach jest minimalny.
Jeden z wojskowych śmigłowców zastępuje TOPR-owskiego Sokoła, który przechodzi przegląd techniczny w Świdniku. W razie wypadku w górach, ratownicy mogą więc dysponować wojskowym Sokołem.
Przed misją w Afganistanie polscy żołnierze ćwiczą w różnych ośrodkach. W ostatnich dnia doskonalili swe umiejętności w górach w okolicach Kłodzka na Dolnym Śląsku. Prawdopodobnie w grudniu wezmą udział w szkoleniu w specjalistycznym ośrodku poligonowym Bundeswehry w Bawarii, gdzie ćwiczyć mają sytuacje zbliżone do tych, jakie można spotkać w Afganistanie.
Obecnie w Afganistanie jest ok. 190 polskich wojskowych - głównie w misji Enduring Freedom. Zgodnie z deklaracjami rządu, na początku przyszłego roku ponad 1000 żołnierzy rozpocznie służbę w ramach operacji NATO ISAF; w Afganistanie będzie wtedy służyć łącznie ok. 1200 polskich żołnierzy.
wg TVN 24/PAP: "Polska chce wesprzeć NATO w Afganistanie"
"Polska chce wesprzeć NATO w Afganistanie" - zadeklarował prezydent Lech Kaczyński, który przybył do stolicy Łotwy Rygi na szczyt NATO, poświęcony m.in. NATO-wskiej operacji w Afganistanie.
Prezydent George W. Bush powiedział rano w Tallinie, gdzie przebywał z wizytą przed ryskim szczytem, że istnieje pilna potrzeba wzmocnienia wojsk NATO w Afganistanie i zaapelował do państw członkowskich o podejmowanie "trudnych misji".
Hiszpańskie źródła rządowe poinformowały przed szczytem, że Madryt nie chce wysłać więcej żołnierzy do Afganistanu. Hiszpania odrzuca także zwiększenie odpowiedzialności misji NATO-wskich oraz rozszerzenie zasięgu operacji swoich wojsk poza strefę, w której stacjonują. Z kolei Niemcy i Włosi, którzy mają swoje wojska w Afganistanie, sprzeciwiają się, by ich żołnierze zostali przeniesieni z bezpiecznych baz do rejonów, gdzie toczą się ciężkie walki.
Tymczasem Polska jako pierwsza odpowiedziała pozytywnie na apel George'a Busha - podały "Fakty" TVN.
Odnosząc się do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta o pilnej potrzebie wzmocnienia wojsk NATO w Afganistanie i podejmowania przez państwa członkowskie "trudnych misji", Lech Kaczyński oświadczył, że Polska jest niezwykle zainteresowana trwaniem NATO oraz ścisłego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.
1200 polskich żołnierzy ma trafić w najtrudniejszy rejon Afganistanu.
Na pytanie, czy Polska z opóźnieniem wyśle swoje wojska do Afganistanu, prezydent odpowiedział, że żołnierze będą tam stopniowo wysyłani od stycznia, a opóźnienia wynikają z niedociągnięć logistycznych popełnionych na miejscu nie przez polską stronę. "To jest sprawa błędów logistycznych, nie z naszej winy. Nie będę nikogo oskarżał" - powiedział prezydent.
Minister obrony narodowej Radosław Sikorski wyraził przekonanie, że od operacji w Afganistanie zależy wiarygodność NATO. Według niego, Polska dała dobry przykład, deklarując wysłanie tysiąca żołnierzy, bez ograniczania charakteru ich misji.
"Powinniśmy postępować tak, jak chcielibyśmy, by postępowali sojusznicy, gdyby Polska potrzebowała pomocy" - powiedział szef MON dziennikarzom w Rydze.
Jego zdaniem, gdyby pozostałe państwa nie nałożyły ograniczeń co do miejsca i sposobu użycia sowich wojsk, sytuacja w Afganistanie byłaby lepsza. Dodał, że MON przeznaczyło ogromne fundusze na wyposażenie żołnierzy jadących do Afganistanu i nadal będzie zapewniało im najlepszy możliwy sprzęt.
Na szczycie NATO panuje napięta sytuacja. Sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer oświadczył rano w Rydze, iż sukces misji Sojuszu Północnoatlantyckiego w Afganistanie jest możliwy, mimo pojawiających się trudności.
"Afganistan to »mission possible«. Musimy być uczciwi w sprawie ryzyka, ale musimy również unikać przesadnego dramatyzowania - powiedział Scheffer w Rydze.
Sekretarz generalny NATO wyraził również nadzieję, że w 2008 r. siły Sojuszu w Afganistanie powinny zacząć stopniowo przekazywać odpowiedzialność afgańskim siłom bezpieczeństwa.
Gen. Stanisław Koziej, generał brygady w stanie spoczynku i były podsekretarz stanu w MON, powiedział w TVN24, ze spodziewa się istotnych sporów na szczycie NATO: "Będą się kłóciły państwa, te, które mają wojska w Afganistanie, z tymi, które nie chcą wojsk wysłać; będą się kłóciły te państwa, które wysyłają wojska bez ograniczeń, z tymi, które nakładają ograniczenia".
Jego zdaniem udział Polski w interwencji w Afganistanie potrwa dłużej niż rok. "Chyba będzie jeszcze trudniej za rok znaleźć ochotników, którzy tak ochoczo i tak szybko, jak my to zgłosiliśmy, zgłoszą swoje wojska, żeby nas rotować po rocznym pobycie" – powiedział. "Ja przewiduję, że to się na roku nie zakończy" – dodał.
Według generała decyzja o wysłaniu nowych wojsk do Afganistanu powinna poprzedzić debata na temat skali zaangażowania Polski w tę misję. "Wobec zmiany koncepcji naszego udziału w Afganistanie powinniśmy na nowo podjąć debatę i decyzję o skali zaangażowania" – uważa generał Koziej. Zapewniał, że w okresie, gdy był członkiem rządu, taką debatę planowano.
Trochę z innej beczki. Afganistan to teren górzysty więc raczej czołgi zostawiamy w domu. bierzemy Rosomaki. W ostatnim czasie trzeba było renegocjować umowę z Oto Melerem producentem wierz do KTO Rosomak na dostarczenie wierz Hitfist z szybkostrzelną armatą Mk.44(30mm), i zerwać umowę na dostarczenie małych wierz Hitrol M2(kal.12,7mm) lub MAG (kal. 7,62 mm). Negocjacje i przetargi ciągną się w nieskończoność i wygląda na to, ze wbrew najnowszym doświadczeniom z pola walki w wojnie asymetrycznej do A-stanu pojadą Rosomaki z wieżę Hitfist-30P czyli strzelanie z armaty do wróbla...
Witam
Bierzemy ze soba myslenie.
Technologia częstokroć przesłania myslenie...tu aby wygrać jest potrzebne przede wszystkim myslenie.
Talibowie nie maja technologii ale maja serce. Moim skromnym zdaniem partyzantkę mozna zwalczyc dwoma sposobami
- taktyką spalonej ziemi;
- lub stosując zasady walki wroga.
I tyle w temacie.
Pozdrawiam
Obawiam się tylko że jeżeli tego "myślenia" brakuje w fazie planowania na szczeblu polityczno-sztabowym , to może się okazać, ze zabraknie go również już w trakcie misji. To nie Polacy są odpowiedzialni za strategiczne planowanie operacji w Afganistanie, więc to nie od nas zależy wybór taktyki prowadzenia działań. Natomiast od nas zależy jak się do nich przygotujemy.
Co do "myślenia", to tak, nasi szeregowi żołnierze zabrali "myślenie" do Iraku i na własna rękę z dostępnych materiałów opancerzali Skorpiony- nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Według własnych pomysłów montowali obrotnice na HMMWV. Przerabiali broń indywidualną i oporządzenie według potrzeb pola walki. Ale jak mieli wykazać się myśleniem i z W-3 Sokół zrobić śmigłowiec wsparcia równy potencjałem Mi-24 ? Takich faktów jest dużo więcej. Podobnie ma być w Afganistanie?
Myślenie jest to ciąg złożonych procesów zachodzących w mózgu...mózg żołnierza chroni mózgoczaszka oraz w najnowszej wersji hełm kompozytowy WZ2005. Jak na moje oko to trochę za mało i przydało by się schować ten "mózg" w opancerzony środek transportu i wsparcia. Jest KTO Rosomak ale jedynie w wersji z wierzą Hitfist- to trochę komplikuje taktykę walki przeciw lekkiej piechocie prowadzącej działania w sposób nieregularny. Doświadczenia z wojen asymetrycznych wskazują jasno, ze nasycenie uzbrojeniem strzeleckim w kalibrach 12,7 czy 7,62 powinno by większe niż 30mm gdyż te ostatnie w mniejszym stopniu sprawdza się w walce z oddziałami nieregularnymi
Co do samej taktyki walki. Oba warianty przez ciebie podane były już sprawdzane chyba już na wszystkich szerokościach geograficznych. Taktykę spalonej ziemi stosowali Amerykanie w Wietnamie i Rosjanie w Czeczenii. Działania nieregularne Amerykanie zaczęli już prowadzić w Wietnamie, w Ameryce Południowej teraz robią to w Afganistanie, Rosjanie A-stan już przerabiali a teraz przerabiają Czeczenie. Amerykanie prowadzą wojnę asymetryczna w Iraku, Izrael walczy u siebie...
Jeżeli rozpatrywać to tylko pod względem czysto militarnym to najefektywniejsza była by taktyka spalonej ziemi. Kilka taktycznych ładunków jądrowych załatwiło by sprawę...ale tak się nie da i wszyscy o tym wiemy. Nie da się też na duża skale zrzucać napalmu czy pirożelu, nie da się bombardować fosforem , czy używać broni chemicznej...zostają tylko działania mieszane, z naciskiem na precyzyjne uderzenia i działania nieregularne. Ale w taki sposób walczy się bardzo długo, a nikomu nie zależy na konflikcie ciągnącym się długimi latami, Amerykanie nie są zainteresowani wojną na wyczerpanie. Jedyny skuteczny sposób jaki się rysuje to wytworzenie ogromnej przewagi w technologicznym potencjale bojowym stosowanym w działaniach nieregularnych, czyli właśnie mobilne, lekkie , dobrze opancerzone i z duża siła uderzenia odziały. Chirurgiczne cięcia lotnictwa naprowadzane przez jednostki zwiadowcze, ataki i nękanie rozbitych oddziałów przez jednostki specjalne, intensywnie działający wywiad odcinający partyzantów od pieniędzy i sprzętu... Jednak w tym wszystkim najważniejsza jest walka o "serca i umysły" Afgańczyków, bez tego nie można wygrać wojny przeciwpartyzanckiej.
mała retrospekcja

wg DZIENNIK.PL: "Polacy będą walczyć później"
wg IAR/DZIENNIK.PL: "Już walczą z talibami"
http://www.dziennik.pl/De...ArticleId=47437
Złapano ważnego dowódcę Talibów w Afganistanie
Poszukiwani znajomi w Iraku ew. w Afganistanie
Czeska jednostka specjalna opuści Afganistan
Wojskowa Sluzba Wywiadu w Afganistanie